"Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają..."
Przyznam szczerze, że nie miałem w planach pisać tego felietonu. Nie myślałem, iż znajdzie się wydarzenie, które mnie pchnie do popełnienia tego czynu… Co więcej, kiedy zaczęły się ferie na mojej uczelni, nie spodziewałem się, że bez mojej ukochanej grupy zaznam bajecznej rozrywki i będę się śmiał niczym dziecko… A jednak! Muszę przyznać, iż ostatnie dni utwierdziły mnie w przekonaniu, że dziwne rzeczy chodzą po ludziach.

Powodem obezwładniającej i przemierzającej różne komory zastoju w mojej szarej, mózgowej materii radości stało się tłumaczenie Starcrafta II na język polski. Pisząc ten felieton czuję się nieco jak piekielnik, gdyż nigdy nie spodziewałem się, iż przyjdzie mi tak otwarcie krytykować Blizzard Entertainment.
W końcu, na co niby miałbym „psioczyć”? Tryb single player (tryb dla pojedynczego gracza) zapowiada się bardzo interesująco, zaś multiplayer (tryb dla wielu graczy) zapewne dorówna poziomowi prezentowanemu przez wcześniejsze gry amerykańskiego studia. Nie przeszkadza mi również, w przeciwieństwie do wielu osób, brak LAN-u, czy ciągnące się w nieskończoność prace nad Battlenetem 2.0.
Jestem przecież świadomy, że zrobienie dobrej gry wymaga czasu… Mógłbym też rozwodzić się nad grafiką, czy dźwiękiem, ale skoro są na zadowalającym poziomie to nie widzę najmniejszego sensu robienia tego. Przecież w czerpaniu przyjemności z rozgrywki nie chodzi o delektowanie się smaczkami audiowizualnymi, choć oczywiście są one przyjemne, lecz o czystą, porażającą i „wywracającą mosznę na plecy” (cytując pewien program stacji Hyper) grywalność.
Kiedy dowiedziałem się, iż Starcraft II będzie w pełni spolonizowany, cieszyłem się. Miałem w pamięci bardzo dobre, moim skromnym zdaniem, tłumaczenie Warcrafta III. Mogę nawet powiedzieć, iż o wiele bardziej podobała mi się polska wersja tego tytułu, aniżeli jej anglojęzyczna odpowiedniczka. Mimo, iż dla wielu z was było zapewne odwrotnie to ja będę uparcie obstawał przy swoim. Każdy ma w końcu prawo do własnego zdania.
Miałem nadzieję, że do prac nad lokalizacją Starcrafta II przystąpią profesjonaliści, osoby, które będą wiedziały jak zastąpić nazwy jednostek, teksty i inne elementy gry polskimi odpowiednikami tak, aby zachować naturalny klimat uniwersum. Ostatecznie – przecież tylko o to chodzi. Gra ma po przetłumaczeniu zostać tą samą grą, ma tak samo działać na graczy jak jej odpowiedniki w innych językach.
Liczyłem też na to, że uznanie polskiej sceny graczy za wartą odrębnej wersji językowej będzie początkiem poważniejszego postrzegania Polaków przez Blizzard Entertainment. Nie ukrywam także, iż z praktycznego punktu widzenia, lokalizacja Starcrafta II podnosiła szansę na pełne zrozumienie kampanii oraz, co ważne, obniżenie ceny gry na naszym rynku (polska wersja językowa mogłaby być sprzedawana w polskiej cenie, bo poza obywatelami naszego kraju nikt inny by jej nie używał).
Szczerze liczyłem, iż tak właśnie będzie. Jednak teraz, kiedy mam przed oczyma konkretne przykłady tłumaczeń, zaczynam odczuwać wątpliwości. Momentami opadają mi nawet ręce. Nie chciałem się jednak czepiać, bo moje odczucia mogą wynikać z tego, że od dłuższego czasu siedzę w angielskiej wersji językowej uniwersum Starcrafta. Myślałem, że może po prostu się przyzwyczaiłem i teraz trudno zaakceptować mi nowy język gry. Byłem także świadomy, że dla Polaków angielskie wersje brzmią „bajerancko”, gdyż bardzo często używamy ich jako odrębnych słów, nie przyporządkowując im tłumaczenia.
Dlatego byłem w stanie przeżyć Piekielnika, Wartownika, Karakana, a nawet Komorę Zastoju. Nie przeszkadzały mi te nazwy, mimo że z mojej perspektywy brzmią co najmniej głupio i śmiesznie. Kiedy jednak zobaczyłem najnowszy wymysł ekipy lokalizacyjnej, Rekieterów Raynora, coś we mnie pękło. Moja wiara w powodzenie lokalizacji Starcrafta II bazuje już tylko na naiwnej wierze, iż obecne nazwy to tak zwany „placeholder” (w potocznej polszczyźnie – zapchajdziura, w bardziej kulturalnej – tymczasowy substytut).
Początkowo nie dowierzałem w to, co napisał do mnie mój redakcyjny kolega, Robert „xrasnolud”. Nie chciało do mnie dotrzeć, że ekipa lokalizacyjna może być na tyle ograniczona, aby dodać do gry, która przecież ma trafiać do mas, nazwę, której znaczenie zna nieliczne grono graczy! Przecież takie dziwne, wyszukane słowa kontrastują z półpoważnymi typu Piekielnik i odrzucają potencjalnego nabywcę! Przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie.
Początkową symfonię zaskoczenia i zniesmaczenia zastąpiła jednak ciekawość. Postanowiłem wykorzystać wujaszka Google do odkrycia znaczenia tego, nieznanego mi wcześniej, słowa. Jako ciekawostkę dodam, iż moja przyjaciółka, która w swoim czasie została laureatką olimpiady języka polskiego (w liceum) i obecnie z powodzeniem studiuje polonistykę także nie wiedziała, co to są Rekieterzy. Biorąc pod uwagę fakt, iż posiada ona niesamowity zasób słownictwa, doszedłem do wniosku, że to naprawdę oryginalne słówko. Dobrze, ale co znaczy? Oto definicja z słownika języka polskiego:
„Rekieter - przestępca wymuszający okup od sklepikarzy, właścicieli innych lokali albo napadający dla okupu na podróżnych: Ofiarami trzech rekieterów stali się podróżni autokaru wycieczkowego, jadącego do Turcji.”
Zrozumienie znaczenia tego terminu w żaden sposób nie przybliżyło mnie do zrozumienia, dlaczego został on wykorzystany w lokalizacji. Za Chiny Ludowe i dyktatora Mao nie mogę tego pojąć? Cóż ma wspólnego rebeliant i najemnik, James Raynor z jakimiś przydrożnymi rzezimieszkami? No co?!
Znam fabułę gry całkiem nieźle i wiem, że Raynor nie jest i nigdy nie był rekieterem. Najemnikiem, banitą, zbiegiem, buntownikiem – owszem, ale nie rekieterem. Odnoszę wrażenie, iż polska nazwa jego formacji jest nawet nieco obraźliwa dla samego Jamesa. Zapytacie mnie pewnie, jak ja bym przetłumaczył Raynor’s Raiders. Otóż… może „Najemnicy Raynora”, albo „Rebelianci Raynora” lub chociaż „Flota Raynora”, czy „Oddziały Raynora”. Słownik internetowy ling.pl tłumaczy natomiast słowo „raider” jako: najeźdźca, grabieżca, łupieżca, korsarz, a nawet bombowiec czy komandos.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niemal każde z tych określeń o wiele bardziej pasowałoby do polskiej wersji gry niż rekieterzy. Mi najbardziej przypadłaby do gustu nazwa: „Korsarze Raynora”, gdyż brzmi całkiem normalnie, zgadza się, w moim odczuciu, z fabułą, a na dodatek czyni z Raidersów takich kosmicznych piratów, co dla mnie byłoby ciekawym smaczkiem.
Blizzard zdecydował się jednak na Rekieterów Raynora. Niech im będzie. Zastanawiam się jednak jak przetłumaczą chociażby „Kerrigan’s Brood”? Wydaje mi się, że wymyślą coś w stylu „Wyląg Kerrigan”. A zresztą, nie będę się więcej pastwił nad tłumaczeniami. Niech robią, co chcą.
Zastanawiam się jednak, jak, będąc graczem wychowanym na angielskiej wersji Starcrafta, grać w coś takiego? Obawiam się, iż ja bym nie potrafił. Albo padłbym ze śmiechu przy pierwszym włączeniu gry, albo czułbym się zażenowany.
Dlatego coraz bliżej mi, jak zapewne wielu z was, do rozważenia zakupu angielskiej wersji językowej w Wielkiej Brytanii albo Stanach Zjednoczonych. Oczywiście wszystko zależy jeszcze od tego, czy na polskiej płytce znajdzie się możliwość wyboru języka i od tego, ile mniej będzie kosztować polska wersja od jej angielskiego odpowiednika. Tego póki co nie wiemy, ale ja w międzyczasie rzuciłem kątem oka na Amazon.co.uk i po szybkim przeliczeniu spostrzegłem, że zamówienie wersji angielskiej kosztowałoby mnie w przybliżeniu 150-160 złotych. Zakładając, że polska wersja będzie taka, jak mi się wydaje i nie będzie możliwości wyboru języka, różnica cenowa musiałby wynieść co najmniej 50 złotych, abym się zdecydował na pudełko z PL-ką.
Nie chcę, aby ten felieton brzmiał jak pastwienie się nad tłumaczami. Nie! Nie podobają mi się efekty ich pracy, ale wiem, iż stoi przed nimi ciężkie zadanie, dlatego staram się dać im trochę czasu. Może się zreflektują i poprawią swoje gafy? Ja chciałbym tylko, aby tłumacze wykonali jak najlepszą robotę. Tymczasem, niestety, odnoszę wrażenie, że lokalizacja jest w ręku ludzi, którzy nigdy w Starcrafta nie grali.
Podsumowując, naprawdę cieszę się, że Blizzard dostrzegł polskich graczy i postanowił dać nam polską wersję językową Starcrafta II, obawiam się jednak, że będzie to ostatni produkt tłumaczony na nasz rodzimy język w najbliższym czasie. Jakość tłumaczenia póki co pozostawia wiele do życzenia i może wpłynąć na to, że wielu graczy zamówi angielską wersję językową. W ten sposób dochody ze sprzedaży polskiej wersji będą niskie i kalifornijskiemu gigantowi nie będzie się opłacało polonizować kolejnych gier.
A szkoda… Starcraft II to jedna z niewielu gier, na które mógłbym czekać długo i wydać dużo pieniędzy. I naprawdę chciałbym kupić pudełeczko z PL-ką, ale… Jeśli jakość będzie taka jak do tej pory i nie będzie możliwości wyboru języka to chyba się powstrzymam. Wydam więcej i poczekam dłużej, aby móc cieszyć się rozgrywką!
Głupio tylko trochę będzie, jak okaże się, iż Blizzard zniekształcił swoją grę poprzez tłumaczenie… Tym bardziej głupio, że moim zdaniem prawidłowo dobrana polszczyzna pasowałaby do świata Starcrafta II idealnie…
P.S. Wielkie gratulacje i podziękowania za "analatora", który rozbawił mnie do łez:)
Uprasza się osoby kopiujące w całości newsy z naszej witryny na swoje strony lub fora o wstawianie widocznych klikalnych linków, bezpośrednio do pobranego tekstu. W przypadku braku widocznego linku, skopiowanie tekstu uważa się za kradzież własności intelektualnej. Dziękujemy: Administratorzy serwisu.
Data publikacji : dn.5 lutego 2010
Data modyfikacji : dn. 5 lutego 2010
Komentarz
to ze sc2 po polsku bedzie to niestety ale jest tragedia !
pozdro ;p
Macie e-maila gościa który pisze o analatorach i komórkach zasroju? Może jakiś list otwarty czy coś... Ale nie do Blizza bo to by było do zbyt ogólnej masy ludzi, do jednego konkretnego gościa...
Albo bądźmy optymistami i módlmy się aby naprawili swój błąd :)
P.S Polonizacja W3 też mi się bardzo podobała i szczerze wolałem ją od wersji angielskiej
http://www.youtube.com/watch?v=Z-cDtAWL2fY
Oryginalna wersja:
http://www.youtube.com/watch?v=GoztUvS_iE4&
Jak dla mnie to Medivh z werjsi ENG taki skacowany jakiś jest. Bez napisów nie skumałbym co on gada, a mam za sobą 11 lat nauki angielskiego.
Czyli nie można od razu skreślać wersji PL... Ale do cholery, oni chyba celowo to nam robią : Że co, Starcraft nie pisze się na hicior bo wymaga myślenia i nie zasługuje na wersję dubbingową jak taki Assasins Creed? Litości...
@~ShadowDancer:
Jakby coś to się dorzucam
Tylko jednej rzeczy bym się czepił: Korsarze to tacy "piraci do wynajęcia", których opłacały państwa by robili to samo co zwykli piraci, tylko że wyłącznie na statkach wrogich krajów. I z tego co się orientuje, nie byli zbyt lojalni :p
Czego o Raynorze powiedzieć nie można, ale Korszarze są i tak zdecydowanie lepszą alternatywą niż "Rekieterzy" (chyba nazwa wymyślona podczas spoczynku na "tronie licza" w Paryskim WC...)
Niemniej, wspaniała robota!
GJ!
Że zrobiłbyś:
Zergling - Zergling
Roach - Roach
itd itp? :)
Hellion zawsze mógłby być słonecznikiem, Carrier - nosicielem, a Raynors Raiders gerylasami Rajnora...
Czyżbyśmy mieli tu jakichś filologów?
Kupujemy w Polsce Starcraft2. Nastepnie z torrentów ściągamy angielską wersje i instalujemy. Wpisujemy nasz orginalny kod i wsio. (Oczywiście gra musi jeszcze wyjsć ;) )
Prędzej czy później bęzie mozna ściągnąć angielską wersje z serwera BattleNeta.
ŻEBY NIE BYŁO. NIE NAKŁANIAM DO ŚCIĄGANIA PIRACKICH WERSJI. KUP GRE !!
czemu właściwie nie mogło by być tak:
jednostki, głosy, mapy byłyby w orginale, a menu, opis misji po polsku?
POLSKIM WERSJOM JĘZYKOWYM - MÓWIĘ STOP, zwłaszcza tak debilnym.
Łbopostrzał?
A dlaczego argument jest chybiony? Już tłumaczę - o tłumaczeniu "Raiders" na "Rekieterzy" jest około 1/3 tekstu, a nie całość. Jeśli tego nie widzisz, to zaznacz sobie stosowny fragment i porównaj z całością. Wyjdzie Ci około 1/3.
Jestem w pełni świadomy, iż owy tekst nie jest literacko felietonem, bardziej esejem. I dobrze o tym wiem, nie musisz mi tego wytykać.
Co do monotematyczności tekstu - wymienię Ci inne kwestie, które poruszam:
1. Jak moim zdaniem zapowiada się Starcraft II (2 i 3 akapit pod obrazkiem)
2. Pochwała tłumaczenia Wartafta III (4 akapit pod obrazkiem)
3. Wpływ polskiej wersji językowej na odbiór gry (6 akapit pod obrazkiem)
4. Możliwe przyczyny negatywnego odbioru tłumaczenia (druga połowa 7 akapitu)
5. Znaczenie słowa Rekieter (10 akapit)
6. Moje propozycje tłumaczenia "Raiders", żeby nie uprawiać krytykanctwa (12 i 13)
- refleksja na temat sposobu zakupu gry (16 akapit pod obrazkiem), w której przy okazji podaję orientacyjną cenę angielskiego Starcrafta II,
- refleksja nad skutkami nieudanego tłumaczenia (przedostatni akapit)
Ponadto - nigdzie nie piszę, iż "Rekieterzy" znajdą się w ostatecznej wersji gry, a wręcz wprost stwierdzam, iż liczę na to, że tłumacze tę gafę poprawią. Jakbyś podszedł trochę mniej sceptycznie to zauważyłbyś, że tak naprawdę dobrze życzę tłumaczom i Blizzardowi.
Co więcej - nigdzie nie stwierdzam, że jestem jakimś wielkim krytykiem i napiszę to raz jeszcze specjalnie dla wszystkich, którzy tak uważają:
"POWYŻSZY TEKST ODDAJE JEDYNIE MOJE PRZEKONANIA I ODCZUCIA, JEST ODBICIEM MOJEGO ZDANIA NA TEMAT GRY, DO KTÓREGO JAK KAŻDY CZŁOWIEK MAM PRAWO!"
Jeżeli nie zgadzasz się z czymś, co napisałem to zapraszam do polemiki, bardzo chętnie poznam Twoje argumenty. Tylko proszę, nie takie oparte na obrażaniu, czy nonsensownych stwierdzeniach typu "tekst jest monotematyczny"
(...)po czym zwymyślać autora i sobie pójść... Gratuluję.
Ale przecież ja nigdzie nie poszedłem...
Bardzo pięknie wypunktowałeś mi o czym jest Twój tekst. Fajnie, tylko po co? Jego tematem przewodnim jest krytyka tłumaczenia gry, która jeszcze nie ma nawet daty premiery, na podstawie JEDNEJ nazwy (faktycznie fatalnej). Sam przyznajesz, że resztę jakoś przeżyjesz. To dla mnie absurd - nie mam pojęcia po co płodzić takie teksty. Przecież niemal pewne jest, że "Rekietrzy Rynora" nie trafią do finalnej wersji gry, jeśli pracuje przy niej choć jeden polak ;)
Druga sprawa, że nie piszesz nawet z jakiego źródła jest ten przeciek. Przecież to równie dobrze może być jakaś prowokacja, czy zwykła plotka.
Nie pamiętam już skąd to było, więc Ci nie odpowiem. Krzysiek (naczelny) podał, iż źródło zbliżone do Blizzarda, więc zapewne od nich, a ja nie mam najmniejszego powodu mu nie wierzyć.
Wypunktowałem Ci, o czym był tekst tylko po to, żeby pokazać, że nie był monotematyczny.
A po co pisać takie teksty? Po to, po co redaktorzy piszą teksty w gazetach - często nie wnoszące nic nowego - żeby wyrazić swoje zdanie i zachęcić do dyskusji. Ot i tyle.:)
Pozdrawiam.
Faktycznie - przyznaję, iż fragment o Rekieterach jest osią tego tekstu, ale nie jest jego całością;)
Zapewne jeszcze kiedyś coś napiszę i jak będziesz chciał się posprzeczać, to proszę - napisz, co Ci się nie podoba, co mam poprawić, a nie wal wprost - "żenada (...) kto pozwala takim ludziom pisać na poważnych portalach", bo to jest obraźliwe i źle świadczy przede wszystkim o Tobie:)
Obiecuję, że jeśli podasz dobry argument, to wezmę go do serca. Tak jak teraz to, że za bardzo skupiłem się na Rekieterach, co faktycznie może być niezbyt "profesjonalne" i w przyszłości pisząc o czymś postaram się spojrzeć, faktycznie, bardziej całościowo.
- popatrzyłem trochę na te nazwy, spróbowałem zabawić się w tłumacza i doszedłem do wniosku, że w sumie wszystko brzmi głupio z początku
- doszedłem do wniosku, że to przede wszystkim jednak kwestia przyzwyczajenia się do angielskiego nazewnictwa
- mimo wszystko jednak chciałbym, aby była możliwość wyboru wersji językowej, nawet kosztem wyższej ceny produktu.
- I pewnie i tak wybrałbym angielską, bo dobrze znam ten język i jakoś bardziej mi pasuje.
- A tłumaczom, jeśli Kapeselus może przekazać - wiemy, że czytasz, stary - to życzę powodzenia i zreflektowania się nad tymi Rekieterami:)
Jako, że Twoje komentarze są dojrzałe i pokorne, ja również mogę przyznać, że nieco przesadziłem i po przeczytaniu tekstu błędnie zaszufladkowałem autora. Miło się czasem rozczarować w ten sposób :)
Zapomniałeś chyba, że felieton rządzi się swoimi prawami i jego autor ma prawo do takiego czy innego zdania na na dany temat. Powyższy artykuł ma prędzej formę apelu do osób odpowiedzialnych za tłumaczenie, aby zwrócili uwagę na to, że większości nie odpowiada jego dzisiejsza forma.
Jak widać podziałało:
http://www.starcraft2.net.pl/portal/sc2/1/880/Xordiah_o_problemach_z_polska_wersja_StarCrafta_2.html
Jeśli jednak nie zgadzasz się z felietonem, to masz do tego święte prawo, co jednak nie uprawnia cię do osobistych wycieczek w stosunku do autora. Nie podoba się? Napisz to w komentarzach a potem prędziutko stwórz kontr felieton i wyślij go nam, z pewnością zamieścimy jeśli jego poziom będzie zadowalający.
"(...) nie uprawnia cię do osobistych wycieczek w stosunku do autora"
Przepraszam, jakich wycieczek? Mogę poprosić o swoje cytaty z "wycieczkami"?
"potem prędziutko stwórz kontr felieton i wyślij go nam"
To chyba nie leży w moim zakresie obowiązków jako czytelnika? Nie zagalopowujmy się...
Jedyne co krytykuję, to nie sam felieton a sens jego powstania. Jak można opierać swoje mocno negatywne zdanie na podstawie tłumaczenia 1 nazwy własnej? Ale to już zostało wyjaśnione.
Zauważcie, że fala krytyki (mniejsza lub większa) ma miejsce niemal zawsze przy okazji wydawania polskiej wersji jakiejkolwiek gry. Pomijając jej słuszność, ma ona miejsce PO premierze gry, czyli w momencie gdy każdy może w grę zagrać i ocenić polonizację. Tu nie wiemy nawet kiedy będzie premiera SC2, jak również czy podane tłumaczenia są finalne, a już powstają głosy oburzenia i buńczuczne felietony. Ale widać już taka nasza natura.















