Pierwsze wrażenia.
Pierwsze wrażenie przy tytule takim jak StarCraft II jest zawsze skażone miesiącami oczekiwań, dociekań i studiowania tego co już wiadomo o grze. Dzięki wsparciu Blizzarda, nikt kto wczoraj zagrał w grywaną wersję Alfa nie został rzucony od razu na głęboką wodę. Jeżeli już jedziesz setki, czasami tysiące kilometrów by znaleźć się na WWI to z pewnością nie jesteś tam przez przypadek i musiałeś widzieć filmy na YouTube, śledziłeś zmiany w jednostkach na stronach internetowych, odwiedzałeś fora… można powiedzieć, że teorię masz opanowaną.
I tutaj wychodzi na jaw – nie ukrywajmy, StarCraft II to zupełnie nowa gra. Słowa być może banalne, ale w tym przypadku nie mamy do czynienia z dodatkiem, expansion set, Bood War 2… StarCraft II to pełnoprawny sequel i nawet miesiące ciężkich treningów nad SC1 nie przygotują Cię do gry w SC2. (oczywiście w granicach rozsądku, wiadomym jest, że „starym wyjadaczom” będzie łatwiej niż żółtodziobom) Moja pierwsza, losowo wybrana gra okazała się grą rasą Terran. W oczy uderzyła mnie cukierkowość jednostek, która w prawdzie po pewnym czasie minęła – niemniej uważam, że budynki Terran powinny być bardziej mroczne, lub chociażby ciemniejsze.
Animacje jednostek są świetne, Siege Tank w akcji (i w połączeniu z niezłym dźwiękiem „rozkładania”) sprawia wrażenie silnego i nawet system rozkładania „X” zupełnie nie przeszkadzał, chociaż na początku byłem jego przeciwnikiem.
Co od razu da się zauważyć to poprawiony system budowania – nie musimy przenosić jednostek z miejsca gdzie chcemy budować, ponieważ same to zrobią. (w dzisiejszych czasach to już standard, ale naprawdę miło na to popatrzeć w SC) Także wybudowanie bunkra pomiędzy minerałami a Barakiem nie stanowi żadnego problemu, SCV po prostu się rozsuną.
Jak już wspomniałem SCII to zupełnie nowa gra i taktyki z oryginału często zawodzą. Co prawda chowające się Supply pomagają w pierwszej fazie gry i z pewnością każdy będzie chciał zabudować nimi wąskie przejście, ale już po kilku minutach trzeba uważać na każdy zakątek swojej bazy (z powodu zagrożenia np. Reaper’ów) i główne wejście traci na ważności. Możliwość łatwego przemieszczania się jednostek dodaje do gry dużo więcej emocji i jest strzałem w dziesiątkę. Kilka gier wygrałem tylko dlatego, że przeciwnik nie zmienił sposobu myślenia z SC1 na SC2 – zabunkrował wejście i umożliwił moim Reaper’om bezproblemowe wskoczenie na tył bazy, zaminowanie Command Center i wybicie SCV. (to samo tyczy się Vikingów, którzy są genialni do wybijania robotników i małych jednostek)
Gra pomimo wielu efektów specjalnych jest czytelna i odnalezienie się na polu bitwy nie jest problemem. (poza Zergami, ale o tym za chwile) Pierwszym problemem jaki rodzi się dla nowego gracza SCII to nowe ikony przycisków akcji – ciężko jest je rozróżnić, ale podejrzewam że po prostu trzeba się do nich przyzwyczaić i się ich nauczyć. Ciekawostka – Medivac leczy teraz czymś co wygląda na promień światła, nie trzeba więc ładować jednostek do środka by je uzdrowić – duże ułatwienie, szczególnie że promień ten ma nawet niezły zasięg i możesz trzymać Medivac’i lekko z tyłu.
Kolejną grą jaką miałem okazje rozegrać była gra Zergami. Tutaj problem z odnalezieniem się jest większy, szczególnie na Creep’ie, który tym razem wygląda rzeczywiście na żywy. Niby to dobrze i fajnie wygląda, ale czasami ciężko znaleźć na nim Zerglingi. Budynki Zergów wyglądają świetnie, widać wyraźnie że to żywe organizmy.- gorzej jest, gdy np. lewituje nad nimi Overlord – bardzo łatwo go wtedy nie zauważyć.
Początkową fazę gry Zergami umacnia bardzo nowa jednostka – Baneling, która jest bardzo przydatna. Mutowanie z Zerglinga trwa bardzo krótko a zniszczenie które ze sobą niosą jest ogromne. Są jednak słabe i trzeba przed nimi puścić stado Zerglingów, żeby przejęło większość obrażeń od wroga.
Nowe jednostki obronne z możliwością przemieszczania to również świetne rozwiązanie, szczególnie przy ekspansji bazy - możesz łatwo przenieść swoje fortyfikacje do nowej, którą wybudowałeś przed swoją główną lokalizacją. Oczywiście znowu pojawia się problem z jednostkami, które potrafią przemieszczać się pomiędzy klifami. W SC2 trzeba mieć oczy dookoła głowy, a dodatki takie jak Sensor Tower przydają się bardziej niż można by się tego spodziewać z opisów.
Niestety nie miałem okazji do wykorzystania Nydus Canal, ponieważ jego stworzenie nie jest takie proste (trzeba wyrzucić Creep Overlordem, ponieważ wyjście może być tylko na Creepie) a z powodu ograniczenia czasowego (20 minut i gra kończy się remisem) nie udało mi się dojść do takiego etapu.
Dobre wrażenie zrobiła na mnie Królowa, która okazała się jednostką bardzo wyważoną – jest jednocześnie bardzo przydatna a z drugiej strony nie jest aż tak przesadzona, że poświęcasz budowę innych jednostek na jej rzecz. Obawy z „polowaniem na Królową” też okazały się nieuzasadnione, nie opłaca się rzucać wszystkich jednostek na nią, z powodów które podałem wcześniej.
Wczorajszy dzień był bardzo zapchany i nie miałem czasu na tyle, by poświęcić go więcej dla samej gry. Dzisiaj nadrobię zaległości i sprawdzę jak ma się sprawa z Protossami, postudiuję też więcej Terran i Zergów z nadzieją, że uda mi się wejść na wyższy poziom
____
Prosto z Paryża, Tony Maślana ;)
